Wiadomości i statystyki

Boom deweloperski z lat 2006-2008 a obecna sytuacja

0

W latach 2006-2008 odnotowano rekordowe liczby, jeśli chodzi o budowę mieszkań. Obecnie deweloperzy również osiągają imponujące wyniki, a na rynku panuje optymizm. Czy można zatem mówić o nowym boomie mieszkaniowym?

Na wzrost sprzedaży mieszkań 10 lat temu znaczący wpływ miała łatwość uzyskiwania kredytów, szczególnie we frankach szwajcarskich, na które namawiano osoby nie mające zdolności kredytowej w złotówkach. Na dostępność mieszkań wpływał również schemat 10/90, który polegał na tym, że przy umowie przedwstępnej nabywca wpłacał jedynie zaliczkę 10% wartości mieszkania, a pozostałe 90% już przy odbiorze. Jednak nieco później, w czasie kryzysu z lat 2008-2009, oznaczało to kłopoty. Wartość mieszkań spadała, a kurs franka wzrastał. Przez to nabywcy mieli problem ze spłacaniem kredytów, a wiele niespłaconych mieszkań trafiło ponownie na rynek.

Andrey Popov/bigstockphoto.com

Eksperci wskazują, że obecny boom mieszkaniowy jest nawet większy niż wówczas. Według danych GUS w sierpniu 2017 r. liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto w ciągu poprzedzających 12 miesięcy, przekroczyła 99 300, podczas gdy rekord z czasów poprzedniego boomu, odnotowany w maju 2008 r., wyniósł ok. 83 000. Dla porównania, w lipcu 2013 r. odnotowano, że liczba mieszkań rozpoczętych w ciągu poprzedzających 12 miesięcy wyniosła ok. 43 600.

Obecnie znacznie trudniej jest uzyskać kredyt niż 10 lat temu. Banki stopniowo wdrażają zalecenia zawarte w tzw. rekomendacji S. Wskutek złego doświadczenia z frankami szwajcarskimi wprowadzono znaczne ograniczenia dotyczące kredytów walutowych – obecnie można otrzymać kredyt jedynie w takiej walucie, w jakiej pobiera się wynagrodzenie. Od kilku lat wzrasta też wysokość wymaganego wkładu własnego – obecnie wynosi ona 20% wartości kredytowanej nieruchomości, choć niektóre banki pozwalają na ubezpieczenie brakującej wartości powyżej 10%.

Z drugiej strony znaczącym ułatwieniem jest program Mieszkanie dla Młodych, funkcjonujący od 2014 r., który ma zostać wygaszony w 2018 r. W jego ramach można uzyskać dofinansowanie do wkładu własnego oraz dodatkowe dofinansowanie po urodzeniu bądź przysposobieniu trzeciego i kolejnego dziecka. Duży wzrost sprzedaży mieszkań wiązał się m.in. z tym, że nabywcy chcieli zdążyć z uzyskaniem dopłat przed końcem programu. Występuje też ciekawe zjawisko – przy zwiększonym popycie na mieszkania nie wzrasta znacząco liczba udzielanych kredytów hipotecznych. Obecnie większość transakcji zakupu mieszkań jest dokonywana za gotówkę, co oznacza, że wzrosła liczba osób, które mogą sobie na to pozwolić. Jest też duże prawdopodobieństwo, że ci, którzy do tej pory stawiali raczej na fundusze inwestycyjne i giełdę, zdecydowali się teraz ulokować pieniądze w nieruchomościach.

Nastroje są optymistyczne. Czy jednak ten optymizm jest uzasadniony i czy boom potrwa? Zakończenie dopłat w ramach programu MdM może oznaczać, że deweloperzy będą musieli przyciągnąć klientów obniżkami cen. Pewnym problemem może być fakt, że ceny mieszkań rosną szybciej niż inflacja. W 2016 r. ceny mieszkań na największych rynkach w kraku pozostawały stabilne, a nawet spadały (w Warszawie), ale w I kwartale 2017 r. wzrost wyniósł już 7 proc. Wzrost cen przekłada się z kolei na spadek możliwości nabywczych. Wskazuje się także na przewidywany wpływ programu Mieszkanie Plus i REIT-ów (nieruchomościowych funduszy inwestycyjnych). Program Mieszkanie Plus dotyczy mieszkań na wynajem z opcją dojścia do własności, więc jest ewentualność, że spowoduje obniżenie popytu na mieszkania deweloperskie. Jeśli chodzi o REIT-y, trudno jest na razie ocenić ich wpływ, gdyż kapitał może być przeznaczony zarówno na zakup lokali w celu wynajmu (wzrost popytu) jak i budowę tanich mieszkań na wynajem (możliwość spadku popytu).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, pola wymagane są oznaczone *